• www.olecko.info

  • www.olecko.info

  • www.olecko.info

  • www.olecko.info

  • www.olecko.info

www.olecko.info

Olecko - historia, geografia, mapy, artykuły, dokumenty ...

User Rating:  / 2
PoorBest 
I jeszcze jedno zdarzenie, które należy do najbardziej zagadkowych z tego okresu.
Zapisałem moje wspomnienia dużo wcześniej, zanim doszło do rozmowy z matką czterdzieści lat po zakończeniu wojny. Najpierw przytoczę moje notatki:
„Kilka dni przed ucieczką wydarzyło się coś potwornego. Pewnego dnia wieczorem usłyszeliśmy nagle we wsi warkot czołgów. Wybiegliśmy przed nasz dom, położony wyżej niż droga. Żołnierze wyglądali przez włazy. Milczeli, zachowywali się jak niemi. Nagle matka pokiwała do żołnierzy i jeden z nich pomachał do niej. Chwilę później odjechali na drugą stronę wsi.
Niemieckie czołgi? Chyba tak, bo jakie mogły być? Jednak przypuszczano, że to nie byli Niemcy. Nikt nie spostrzegł nazistowskich znaków. Jeśli nie Niemcy, to znaczy, że Rosjanie. Zdarzenie miało miejsce kilka dni przed 22 stycznia, gdy zajęty został Olsztyn. To oznaczałoby, że przed 22 stycznia w Wołownie byli Rosjanie? To nieprawdopodobne".
Tyle mówiła moja wersja.
MazuryW roku 1983 matka opisuje powyższe zdarzenie w następujący sposób:
- Tydzień przed wyjazdem, może trzy dni wcześniej, ulicą z Mrągowa, zatem od lewej strony, nadjechał wóz pancerny, na którym siedzieli żołnierze. Było ich dziesięciu albo dwunastu. Na sobie mieli białe, maskujące mundury; wtedy była przecież zima. Nasze podwórze położone było na podwyższonym terenie. Staliśmy tam i kiwaliśmy do nich. Dwóch albo trzech pokiwało do nas. To byli Rosjanie!
Jakież to dziwne! Widać, jak z upływem lat zmieniają się nasze wspomnienia. Nie tylko zacierają się w pamięci rzeczy nieistotne i nieprzyjemne; ogarnia nas po prostu niepewność. Lecz czasem jesteśmy pewni, mamy przed sobą wyraźny obraz z przeszłości, nie jest on jednak całkowicie zgodny z rzeczywistym. Jakie zmiany zaszły w tym czasie u matki, a jakie u mnie? I dlaczego?
Mógłbym przysiąc, że pojazdy nadjechały z prawej strony i że było kilka czołgów, a w nich żołnierze w czarnych mundurach. Matka jest przekonana, że był jeden pojazd, wjechał do wsi z lewej strony, a potem zawrócił i pojechał z powrotem.
- Rosjanie - powtórzyła raz jeszcze. - A my do nich machaliśmy!
- Skąd wiedziałaś, że to byli Rosjanie? - pytam. Przez chwilę jest niepewna.
- No, potem mówiło się, że to byli Rosjanie! - odpowiada. - Obserwowali wieś w poszukiwaniu żołnierzy. A potem znowu odjechali.
W każdym razie panowała przygnębiająca atmosfera, jakby coś wisiało w powietrzu.
My, dzieci, odczuwałyśmy to wyraźnie. Na podwórzach rozlegało się stukanie młotów, mocowano przyczepy do wozów. Nie tylko my, ale również nasi gospodarze czynili przygotowania do ucieczki.
I nagle wszystko stało się bardzo szybko! Był wieczór i już zapadł mrok. Rozniosły się pogłoski, że Rosjanie są już w Olsztynie. A od Olsztyna dzieliło nas niespełna dwadzieścia kilometrów; Rosjanie podchodzili od południa, Wołowno leżało nawet na tej samej wysokości...
ZatykiMatka pamięta szczegóły.
- Wyjechaliśmy 21 stycznia, wieczorem, około godziny siódmej. Pamiętam to tak dokładnie, ponieważ syn pewnej młodej kobiety (niestety zapomniałam jej nazwiska, ale kończyło się na pewno na -ski, a starzy nazywali się Polakowscy) obchodził urodziny.
Starzy pozostali w domu, by dopilnować bydła. Zostawiliśmy również nasze dwie krowy.
Dwa dni później przyjechał do Wołowna na koniu wasz ojciec. Dowiedział się tylko, że już wyjechaliśmy.
Jest to dla mnie bardzo wzruszające zdarzenie (pewnie ktoś mi zarzuci heroizm albo romantyzm). Mój dobry ojciec należał do tych, którzy od początku wojny musieli walczyć na froncie wschodnim. Teraz front dotarł do jego ukochanej ojczyzny. Udało mu się zrealizować zamiar wyjazdu do rodziny - wskoczył na konia i przy galopował do Wołowna, lecz nas już tam nie było. (Następnie walczył w kotle w okolicach Świętej Siekierki i Królewca. Po kapitulacji miasta wzięto go do niewoli i wywieziono do Rosji; to zrujnowało mu zdrowie).
My, dzieci, leżałyśmy na wozie pod pierzynami i prawie cały czas spałyśmy - była przecież noc. Gdy nad ranem obejrzałem się, stwierdziłem, że jedziemy polną drogą przez las w długiej kolumnie wozów. Było strasznie zimno.
Matka, która przez całą noc siedziała z przodu na koźle obok Janka, wspomina:
-    Prowadzący kolumnę jeździł na motorze tam i z powrotem, powtarzając: „Pospieszcie się! Jedźcie szybciej! Rosjanie pożrą nas na żywca!".
MazuryNiebo od strony Olsztyna przybrało wszystkie barwy. Tam byli już Rosjanie, tam był pożar...
A potem nadszedł niezapomniany poranek: w mroźne, ponure przedpołudnie kolumna stanęła. Postój trwał już długi czas. Dlaczego nie jedziemy dalej?
Pamiętam, że po zachodniej stronie rozciągało się rozległe zaśnieżone pole.
Matka opowiada:
-    W ciągu nocy przejechaliśmy około czterdziestu kilometrów. Stanęliśmy we wsi. Janek próbował zorganizować paszę dla koni. Czy napadną nas tu Rosjanie? „Niech pani zostanie, gdy oni przyjdą, powiem, że pani jest moją żoną, wtedy nic pani nie zrobią", powiedział Janek.
Matka jednak nie wierzyła, że coś takiego może się dobrze skończyć. Bardzo bała się Rosjan.
Pamięta, że wszystko wtedy zostawiliśmy i dalej uciekaliśmy wojskową ciężarówką. Janek miał zamiar sam kontynuować ucieczkę. Później nikt nie potrafił powiedzieć, co robił i jak potoczyły się jego losy. Co mu wówczas przyszło do głowy? Przez lata musiał pracować na gospodarstwie chwilowych zwycięzców; tylko raz pozwolono mu na kilkudniowy wyjazd do rodziny. Mieliśmy z nim dobrze, a on miał dobrze u nas.
Czy naprawdę chciał przetransportować nasz dobytek na Zachód, chociaż nie wiadomo było, dokąd pojechaliśmy? Rozumiałbym go doskonale, gdyby w takiej chwili myślał tylko o sobie i swoich krewnych. Przypominam sobie ze szczegółami ten ranek. Matka oddaliła się od wozu i wróciła bardzo wzburzona. „Mówi się, że Rosjanie mogą tu być w każdej chwili. Ratuj się, kto może! Chodźcie, dzieci, żołnierze nas zabiorą!"
Złapaliśmy jakieś drobiazgi z wozu. Nie było czasu na zastanawianie się. W pośpiechu zostawiliśmy najważniejsze rzeczy, między innymi rodzinne dokumenty, które matka schowała w koszu na bieliznę. Pobiegliśmy do samochodu Wehrmachtu.
My: kobieta z pięciorgiem dzieci, najmłodsze jeszcze w wózeczku. Wsadzili nas na ciężarówkę, skryliśmy się za plandeką i auto ruszyło.



Po trzydziestu ośmiu latach, rok 1983: Co pozostało w pamięci? Herbert Reinoß


Nie było powrotu

Nie było powrotu
Książka wydana przez Wydawnictwo Replika, 2008 rok. www.replika.eu

Inne ksiązki Wydawnictwo Replika traktujących o problemie wypędzonych:
- Kobiety wypędzone. Opowieść o zemście zwycięzców, Marianne Weber
- Nikt już nie oczekiwał litości. Los niemieckich wypędzonych, Ulrich Völklein

Fotografie archiwalne: Masuren: Eine deutsche Landschaft in Ostpreussen. Buchholtz, Hansgeorg. Königsberg 1940.
Elbląska Biblioteka Cyfrowa. Identyfikator zasobu: oai:dlibra.bibliotekaelblaska.pl:18772. Sygnatura: 34480

Fotografie współczesne: Józef Kunicki